Szlachetność - Arystokracja Ducha cz. 1
Arystokracja pochodzi od greckiego słowa „aristo” oznaczającego „to co najlepsze” i jako taka miała stanowić grupę ludzi najlepszych. Rzecz jasna jak wiele istnieje dziedzin ludzkiej aktywności tak wiele jest klasyfikacji i w tyluż można być najlepszym lub najgorszym. Stąd zatem najlepsi szachiści, kucharze, spawacze, kierowcy, śpiewacy, fizycy czy profesorowie. W takim rozumieniu można by nazwać arystokracją sportu, mistrzów olimpijskich, arystokracją nauki, noblistów. Tak też i w życiu duchowym doskonalić się można lepiej lub gorzej, zajmując miejsce w gradacji, na szczycie której znajdują się święci pańscy nie bez przyczyny nazywani „arystokracją ducha”. Dziedziną, nad którą skupiali się starożytni Grecy tworząc pojęcie arystokracji, była dziedzina polityki. Arystokrata to ten, kto jest najlepszy nie w bieganiu, gotowaniu czy spawaniu ale w polityce czyli dbaniu o dobro wspólne, w doskonaleniu społeczeństwa.
Tak jak za czasów św. Pachomiusza istniało przekonanie, wyrażone między innymi w „regule mistrza”, że szansę na uświęcenie mają tylko nieliczni a reszta zaś skazana jest na czyściec lub piekło, tak w starożytnej Grecji dominował pogląd, że nie każdy może zostać obywatelem a co dopiero arystokratą. I jeden stan i drugi wymagał specyficznego reżimu zachowań i zdolności, określonej kondycji ducha, ciała i intelektu, który trzeba było wyćwiczyć. Ponieważ ćwiczeniom takim oddawał się tylko ten, kto miał ku temu możliwości, utarło się przekonanie pokutujące po dziś dzień, że arystokratą zostaje się przez urodzenie w arystokratycznym rodzie, a świętym przez przebywanie w klasztorze. Dziś za sprawą intensywnej katechizacji w tym zakresie jasnym jest już, że do świętości powołani jesteśmy wszyscy. O wiele gorzej ma się pogląd, o powszechnym powołaniu do szlachetności.
Jeśli poważnie potraktujemy ideę nowego rycerstwa i oderwiemy ja od wizji przebierańców uprawiających cyrkowe pokazy na jarmarkach, dostrzeżemy niechybnie, że tym co w istocie stanowiło o rycerzu nie był koń, miecz i płaszcz lecz postawa ducha, którą koń, miecz i płaszcz symbolizowały. Rycerz to ten, kto dobro króla i królestwa stawiał nad własne życie co czyniło go zdolnym do walki. Miecz w ręku rycerza wyrażał nie to, że był on maszyną do zabijania ale to, że spośród wszystkich poddanych właśnie on wykształcił w sobie największą zdolność do poświecenia za pozostałych. Rycerz był ze swej natury, do szpiku kości arystokratyczny. To dzięki temu możliwe było wyposażenie go w zdolność zabicia każdego innego poddanego i w bogactwo pozwalające na ciemiężenie pozostałych poddanych bez obaw, że kogokolwiek zabije lub uciemięży. Jego moc wynikała bowiem z jego szlachetności.
Wszystkie rewolucje i wywrotowe ideologie poprzedziły przypadki rycerzy wyrzekających się szlachetności dla ziemskiego bogactwa. Dało to podstawę do twierdzenia, że nierówność jest efektem przemocy stosowanej przez rycerzy wobec chłopów, a następnie, że naturalnym dla ludzkiego bytowania jest stan równości. Tak rozpoczęła się wyjątkowo niebezpieczna propaganda, której dziś pożałowania godne skutki obserwujemy. Z tego powodu wydaje się bardzo pożytecznym przedstawienie dowodów na konieczność istnienia arystokracji. Nie są to argumenty, mające zachwalać arystokrację jako jedną z wielu alternatyw lecz dowody na to, że arystokracja jest naturalną, a przez to nieodzowną koniecznością.
Zbigniew Dziadosz
Komentarze
Prześlij komentarz